Jajka znosiła kura na grzędzie,
Kogut ziarenek szukał jej
wszędzie.
Nosił je z gracją, kurę częstował,
Była to para wielce
wzorowa.
Razu pewnego grzebiąc on w piachu,
Duże ziarenko znalazł w nim
grochu.
Kogut pomyślał: - „Nie dam go kurze,
Pewnie nie przełknie, bo
jest zbyt duże.
Sam zjem to ziarnko chyba niebawem”.
Gdy chciał je
przełknąć to się zadławił.
Leży więc kogut brzuchem do góry,
I ledwo
dysząc rzecze do kury:
- „Lećże do krowy, poproś jej masła,
Gardło nim
natrę, groszek wykasłam”.
- „Daj mi masełko krówko ma szczera,
Bo mi
kogucik chyba umiera”.
Prosić Krasulę poszła łaskawie,
- „Dam ci je
droga, lecz przynieś trawy”.
Biegnie znów kwoka szybko poprosić,
Do
gospodarza by jej nakosił.
Ten jej powiada: - „Dostarcz mi chleba,
Siły
chcę nabrać, pojeść mi trzeba”.
Teraz więc kura błaga piekarza,
Swoją
tu prośbę znowu powtarza.
Losem koguta jest przerażona,
Gdyż go ratować
chce bardzo ona.
Piekarz jej słowo zaś rzecze takie:
- „Drzewa
przyniesiesz, to ci napiekę”.
Bieda do lasu goni kokoszkę,
By drew do
pieca przynieść mu troszkę.
Wszyscy dostaną tego co trzeba;
Piekarz
więc drzewa, chłop nasz zaś chleba,
Siana Krasula, kogut masełka;
Kury
zasługa to bardzo wielka.
Przyjaźń wysiłku nieco kosztuje,
Kto ją
posiada, ten nie żałuje,
Szukać musimy wszyscy jej zatem,
Żeby mądrzejszym
cieszyć się światem.
Jaki więc morał bajka nam daje?
Pomoc potrzebna
wszystkim nawzajem,
By świat mógł istnieć tak jak należy.
Kury niech
spyta; gdy ktoś nie wierzy.
dziś krótko i bajkowo - ale z morałem ...